niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział II

     Wchodząc do Resto spotkałam Luce. Podeszłam do niego i się przywitałam:
-Hej Luca.-powiedziałam.
-Cześć Fran! Przepraszam, że tak rano musiałem wyjść z domu, ale praca to praca.-odpowiedział.
-Nic się nie stało. Widziałeś może dwie dziewczyny? Rudowłosą i brunetkę?- zapytałam.
-Nie. A co?- spytał się.
-Nic. Umówiłam się z nimi po zajęciach z Gregorio.- odparłam i dodałam.-Myślałam,że już są.
-Niestety ich nie ma. A może sok truskawkowy na poprawę humoru?-zapytał po czym uśmiechnął się.
-Dlaczego by nie?-odrzekłam i też się uśmiechnęłam.
Siadając do stołu sprawdziłam wyświetlacz telefonu. Żadnej wiadomości od Marco. Chciałam do niego zadzwonić gdy przed sobą zobaczyłam Viole i Camile.
-O cześć! Czekałam na Was!-wykrzyknęłam zadowolona.
-Hej! Przepraszam, że się spóźniłyśmy, ale rozmawiałyśmy z innymi. I tak jakoś czas szybko minął...-powiedziała Cami.
-Ok. Zamówiłam sok. Wy też jakiś chcecie?- zapytałam.
-Ja poproszę sok pomarańczowy.-powiedziała Violetta.
-Ja również.-dołączyła się Camila.
-To poczekajcie, a ja zamówię.-odrzekłam i poszłam.
Luca szykował zamówienie dla kogoś innego, a mój sok stał obok. Pewnie zapomniał mi go przynieść-pomyślałam. 
-Luca. Poproszę jeszcze dwa soki pomarańczowe.-powiedziałam.
-Dobra.- odpowiedział po czym zaczął przygotowywać soki. Czekałam chwilę.
-Już! Proszę oto dwa soki pomarańczowe.-powiedział i dodał.-I jeszcze jeden truskawkowy.
-Dzięki braciszku- odrzekłam i odeszłam z sokami.
     Podchodząc do stoliku dziewczyny śmiały się, a gdy podeszłam ucichły. Dziwiło mnie to trochę.
-Proszę.-podałam im soki i usiadłam.
-Dzięki.-powiedziała Violetta.
-Dobra. To teraz opowiem Wam coś więcej o sobie. Ok?-zapytała się nas Camila.
-Słuchamy.-odparłam i się uśmiechnęłam.
-No, więc wiecie jak mam na imię.-na jej twarzy pojawił się uśmiech.-Mam siedemnaście lat. Mieszkałam w Hiszpanii, ale przeprowadziłam się do Buenos Aires w wieku ośmiu lat. Do Studio chodzę od tego roku szkolnego. Podoba mi się tutaj. Moi rodzice uważają, że nie powinnam wiązać z tym dalszej przyszłości. Gram na gitarze. To chyba tyle...-odrzekła po czym szybko dodała- Mówcie do mnie Cami.
-To teraz ja.-powiedziała Violetta.- Ja również mam siedemnaście lat. Na nazwisko mam Castillo.  Do Studio też chodzę dopiero od tego roku. Głównie z tego powodu, że co trochę przeprowadzam się z moim tatą. Moja mama nie żyje. Zginęła w wypadku samochodowym gdy miałam pięć lat. To po niej odziedziczyłam pasję do muzyki. Urodziłam się w Buenos Aires. Mieszkałam w Madrycie. Teraz mieszkam tutaj. Umiem grać na pianinie.
-Teraz ty Francesca.-uśmiechnęła się Camila.
-No dobrze. Mówcie do mnie Fran. Też mam siedemnaście lat. Jestem Włoszką. W Buenos Aires mieszkam od kilkunastu lat. Do Studio uczęszczam od dawna. Nie było mnie od początku roku, ponieważ wygrałam trasę koncertową z moim bratem. Tak dokładnie mam dwóch braci. Pierwszy, który jest najstarszy ma na imię Luca. To jego restauracja. Drugi ma osiemnaście lat ma na imię Federico. To on wygrała trasę od You-Mix'u. Aktualnie on nadal jest w trasie. I to chyba wszystko.- opowiedziałam o sobie dziewczyną. 
-No tak! To ty! Kojarzyłaś mi się z kimś, ale nie wiedziałam czy to na pewno ty.- odpowiedziała mi Viola.
Uśmiechnęłam się. Dobrze, że nie kojarzą mnie ze sławą i pieniędzmi. Nagle do Camili zadzwonił telefon. Odebrała.
-Przepraszam.- wstała i odeszła.
-Violu, widziałaś Marco?-zapytałam. Ma roztrzepane włosy. -zaczęłam się śmiać i dodałam.- Nie dzwonił do mnie od kilku dni, więc nie wiem co się z nim dzieje.
-Wiem o kim mówisz.-powiedziała i poradziła.- Niestety nie, ale spróbuj do niego zadzwonić. Może odbierze.
-Dzwoniłam chyba z tysiąc razy. -odpowiedziałam smutna.
-Nie smuć się. Może ma powód. -odrzekła.
-Spróbuję.- odparłam.
Violetta jest bardzo mądrą i miłą osobą. Dobrze, że ją poznałam.
Posiedziałyśmy chwilę w ciszy i piłyśmy swoje soki. Chwilę później podeszła do nas Camila.
-Violetta musimy iść pomóc.- powiedziała tajemniczo.
-Po co?-zapytała się jej Viola.
-No jak to po co? Pomóc.-odpowiedziała Cami.
-Aa! No tak! Zapomniałam!-przypomniała sobie Violetta.
-Mogę Wam pomóc? Nie mam teraz co robić.- spytałam się dziewczyn.
-Nie!-wykrzyknęły.
-Czemu?- próbowałam się dowiedzieć.
-Bo to dotyczy tylko nas.-odparła Camila i dodała.- Pa,pa! - krzyknęła i poszła.
-Do zobaczenia Fran!-dorzuciła Viola.
-Cześć.-burknęłam cicho pod nosem.
Zastanawiałam się dlaczego tak nagle musiały wyjść. No trudno. Wstałam i poszłam do Studio. Musiałam w końcu napisać piosenkę. 
     Wchodząc do szkoły nie zauważyłam nikogo. Weszłam do auli i usiadłam przy pianinie. Nagle przypomniały mi się chwile z Marco. Zaczęłam grać. Chwilę potem słowa same przyszły mi do głowy. Śpiewałam. Gdy się odwróciłam zobaczyłam Marco...



piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział I

     I zobaczyłam remont. xD Teraz rozumiem dlaczego moja mama była taka tajemnicza. Tak się zastanawiałam jak będzie wyglądał ten dom i zobaczyłam mojego tatę i brata Luce rozmawiających. Podbiegłam do nich.
-Cześć tato! Siemka Luca!-wykrzyknęłam. 
-Witaj Fran! Stęskniłem się. Wiesz?-powiedział mój tata.
-Ja też strasznie się stęskniłam.-powiedziałam i przytuliłam tatę.-A ty Luca? Nie przytulisz się?-spytałam brata (tak, mam dwóch braci).
-Oczywiście, że się przytulę!-krzyknął brat i przytulił mnie.
-Czemu nic nie powiedzieliście o remoncie?-spytałam się.
-Po pierwsze, bo miała to być niespodzianka. Po drugie już jutro rano kończą.-odpowiedział mi tato.
-Rozumiem. A co z moim pokojem?-zapytałam.
-Jest już gotowy. Chcesz zobaczyć?-zapytał się mój ojciec.
-Oczywiście!-wykrzyknęłam zadowolona.
-To chodźmy.- powiedział po czym poszedł na górę z Lucą.
Szybko odwróciłam się i nie zauważyłam puszki z farbą. Oczywiście moim trafem moja noga wylądowała w środku puszki. No świetnie Francesca . Gratulacje. Zdjęłam buta i rzuciłam go w kąt. Mówi się trudno. Kupi się nowe. A nogę umyję później.
     Wbiegłam po schodach i otworzyłam znajome mi drzwi. I wtedy zobaczyłam pokój...
  Aż zaniemówiłam z wrażenia.
-Podoba Ci się?-spytał tata.
-Jeszcze pytasz?! Jest piękny!-krzyknęłam szczęśliwa.
-Idź zobacz co jest za drzwiami szafy.-powiedział tajemniczo tata.
Gdy doszłam otworzyłam drzwi szafy. Wyglądała tak niewinnie. A za nią zobaczyłam moje królestwo, czyli garderobę.
Była cudowna. 
-I jak Ci się podoba?-zapytał tata.
-Jest śliczna!-oznajmiłam.
-To dobrze, że Ci się podoba. Teraz, jednak odpocznij.-uśmiechnął się tata.
-Jasne.-odpowiedziałam.
-I pamiętaj, że jutro idziesz do Studio.-odrzekł i poszedł ojciec.
No świetnie. Taki piękny dzień był. Już niestety taki nie jest, bo przypomniano mi, że wracam do Studio. No, ale cóż takie życie. Poszłam po walizkę i wróciłam rozpakować rzeczy. Trochę ich było i miałam problem z poukładaniem ich na miejsce. Gdy skończyłam okazało się, że robiłam to przez około 2 godziny. Poszłam, więc "odpocząć". Siadając na krzesło usłyszałam mamy dobiegający z jadalni. Zeszłam i jak się okazało na stole była przygotowana kolacja. Po kolacji poszłam się umyć i spać. 
     Wstałam rano wyspana i wypoczęta. Dzień było piękny. Słońce świeciło, było ciepło. Zeszłam do kuchni. Zobaczyłam tam tosty z dżemem, herbatę i liścik.
Mama z tatą musieli jechać to pracy. Ja natomiast musiałem jechać po produkty do Resto.
                                                                                 Całuje Lucka 

No tak. Mamy przecież restaurację. Zjadłam śniadanie i poszłam się ubrać. Ze względu na pogodę ubrałam się w to:

 Wyszłam i poszłam (czy raczej pobiegłam) do Studio, bo byłam spóźniona. Świetnie... pierwszy dzień (tak jakby) i już się spóźniłam.
     Wchodząc do Studio nikogo nie zauważyłam. Popatrzałam na plan. Klasa do której uczęszczam ma teraz zajęcia w auli. Poszłam tam i otworzyłam drzwi. Zrobiłam to bardzo cicho. Pewnie dlatego nikt mnie zauważył. To nawet dobrze, bo Ludmiła właśnie śpiewała. Widzę,że ma problemy z głosem. 

     Gdy skończyła zeszła ze sceny. Postanowiłam, że się odezwę.
-Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie.-powiedziałam spokojnie.
Wszyscy nagle wstali. I podbiegli mnie przytulić. Oczywiście wszyscy oprócz Pablo i Ludmiły. Ona wcale się nie zmieniła.
-Cześć Francesca!-wykrzyknęli uczniowie.-Stęskniłaś się za nami? Jak tam? Ile masz fanów? Pamiętasz jeszcze nas?-pytali się,a ja nie zdążyłam nic powiedzieć, ponieważ Ludmiła uciszyła nas wszystkich.
-Pablo czy Fran nie powinna poznać nowych uczniów? Przecież tyle ich doszło.-zapytała ze sztucznym uśmiechem.
-Tak Ludmiło, powinna poznać. Na razie, jednak nie ma ich tu.-odpowiedział nauczyciel. Po czym dodał- Teraz przejdźmy dalej. 
Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Francesco czy masz może jakąś piosenkę napisaną tak jak Cię prosiłem?-zapytał Pablo.
O nie! Zapomniałam! Dostałam e-maila, ale zapomniałam ją napisać. 
-Yyy... Zapomniałam.-wydusiłam te słowa niechętnie.
-Dobrze, ale na jutro ma być gotowa. Zrozumiano?- odpowiedział i spojrzał na zegarek.- Na dziś to koniec zajęć. Przypominam, że macie teraz zajęcia z Gregorio.- powiedział po czym wyszedł.
Ja również bardzo chętnie wyszłam. Poszłam i się przebrałam w strój. Wchodząc do sali spotkałam wiele nowych twarzy, ale Marco niestety nie spotkałam. Podszedł do mnie Maxi i zapytał się mnie czy przedstawić mi resztę. Zgodziłam się. 
-To jest Diego, a to Francesca.- poznajcie się powiedział Maxi i poszedł.
-Cześć. Mów do mnie Fran.-uśmiechnęłam się i podałam dłoń szatynowi.
-Cześć. To ty jesteś tą sławną piosenkarką? -zapytał się.
-Tak to ja.-odpowiedziałam i odeszłam.
Szukałam Maxiego po całej sali, ale go nie znalazłam. No więc podeszłam do rudowłosej dziewczyny.
-Cześć. Jestem Francesca i szukam Maxiego.-powiedziałam.
-Cześć. Ja jestem Camila Torres. Mówisz o tym chłopaku w czapce?- zapytała.
-Tak.-przytaknęłam.
-Gdzieś wyszedł.-odparła.-Ale jak chcesz to spytaj się Violetty. Może ona wie.-dodała po czym się uśmiechnęła. 
-Gdzie ona stoi?-spytałam.
-Obok radia.-odpowiedziała.
-Ok. Dzięki.-powiedziałam i poszłam jej szukać.
Ta Camila wydaje się całkiem miła. Muszę ją lepiej poznać.
Już w połowie drogi zobaczyłam dziewczynę. Podeszłam do niej i po raz trzeci (już dziś) się przedstawiłam.
-Cześć. Jestem Francesca. Szukam Maxiego. Chłopaka w czapce. Bardzo dobrze tańczy...-chciałam mówić dalej gdy brunetka mi przerwała.
-Wiem o kim mówisz.- powiedziała z uśmiechem na twarzy.- Niestety wiem tyle, że wyszedł. Z tego co słyszałam poszedł do Resto. -dokończyła zdanie.
-Aha.-odparłam pomału odchodząc, jednak Violetta zawołała mnie.
-Poczekaj!-po czym podeszła do mnie.- Nie przedstawiłam Ci się. Mam na imię Violetta. Mówią do mnie Viola lub Vilu. Jestem z Argentyny i mam siedemnaście lat. I...- chciała dokończyć, ale do sali wszedł Gregorio.
-Może spotkamy się w Resto po zajęciach? Opowiesz mi o sobie, a ja powiem Ci trochę o mnie.Co?-spytałam szepcząc.
-Dobrze.-uśmiechnęła się. 
-Ja też idę!-powiedziała do nas Camila.
Wszystkie zaśmiałyśmy się.
-Ciszej tam na końcu!-wykrzyknął Gregorio.
Zdziwiłam się,że dopiero teraz nas zauważył.
     Chociaż Gregorio dał nam wycisk to przebierając się myślałam tylko o spotkaniu z dziewczynami. Oby dwie był bardzo sympatyczne. Może zostaniemy przyjaciółkami? Uśmiechnęłam się na samą myśl...

niedziela, 23 listopada 2014

Prolog

                       Cześć! Nazywam się Francesca i opowiem Wam moją historię.Będziecie mogli ze mną przeżywać różne emocje. Najpierw, jednak opowiem o sobie więcej. Więc jak wspominałam nazywam się Francesca Cauviglia, mam siedemnaście lat. Jestem Włoszką chociaż od dawna mieszkam w Buenos Aires. Uczęszczam do Studia On Beat. Albo uczęszczałam. Dlaczego? Ponieważ zostałam gwiazdą You-Mixu i miałam trasę koncertową, którą niedawno skończyłam i wracam do domu. Ze Studia nie pamiętam zbyt wiele osób. Pamiętam, że poznałam tam mojego chłopaka, Marco Tavelli, Maxiego Ponte, Leona Verdasa, Andrésa Calixto , Brodway'a, Naty Vidal i Ludmiłę Ferro.Oczywiście uczniów w Studio było więcej, ale tylko z nim rozmawiałam.Niedługo później doszedł do nas mój brat (o rok ode mnie starszy) Federico. On też został gwiazdą You-Mixu tyle,że jego trasa koncertowa nadal trwa. Teraz mam nadzieję, że zobaczę nowe twarze w Studio. 
           Teraz zdradzę Wam sekret. Nie mam przyjaciół. Na prawdę. No może jest Maxi, ale chodzi mi tu bardziej o przyjaciółki. Każda dziewczyna, którą poznałam podczas trasy chciała tylko przyjaźnić się ze mną ze względu na to kim jestem. No coż... Takie czasy...
         Aktualnie siedzę na lotnisku i czekam na moich rodziców. Trudno mi było pożegnać się z życiem na walizkach. Polubiłam to. Wiem jednak, że jeszcze do tego wrócę. Jutro wracam do Studia. Wcale nie cieszę się z tego powodu. Czemu? Sama tego nie wiem. Mam nadzieję tylko na to, że poznam tam nowych przyjaciół. Z myślenia wyrwał mnie czuły dotyk. Jak się okazało był to dotyk mamy. 
-Mamo! Cześć! Nawet nie wiesz jak się z tęskniłam!-powiedziałam.
-Fran! Słońce! Ale ty się zmieniłaś! No pokaż, niech ja Ci się przyjrzę.- odpowiedziała i zaczęła mi się przyglądać.
-Mamo! Chodźmy lepiej do domu! Tam sobie popatrzysz.-szybko powiedziałam. Tak strasznie chciałabym rzucić się na łóżko w moim pokoju i spać do jutrzejszego popołudnia. 
-Dobrze córeczko. Chyba jesteś zmęczona? Co?-zapytała się mnie mama.
-Jestem strasznie zmęczona-stwierdziłam szybko fakty. -A gdzie tata?- zapytałam rozglądając się gdzie jest.
-Został w domu.-odpowiedziała mama i dziwnie się uśmiechnęła.
-Czemu?-szybko zrobiłam się smutna.-Myślałam, że przyjechałaś razem z nim. 
-Nie smuć się. Tata został w domu ponieważ mamy dla Ciebie niespodziankę.- powiedziała dosyć tajemniczo.
-Mamo,wiesz, że nie lubię niespodzianek.- odrzekłam.
-Wiem córeczko.- powiedziała i zaśmiała się.-Teraz wsiadaj do samochodu.
Dopiero teraz zauważyłam ile drogi z mamą już przebyłam. Posłusznie wsiadłam do samochodu i zapięłam pasy.
***30 minut później***
Jestem już przed domem. Zmienił się w nim tylko kolor na zewnątrz i rośliny wokół domu. No tak... Ogródek to drugi dom mamy. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Gdy podeszłam do drzwi usłyszałam kilka donośnych,męskich  głosów rozmawiających o farbie? Sama nie wiem. Pchnęłam drzwi zdecydowanym ruchem i zobaczyłam...
Ciąg dalszy nastąpi...