-Cześć tato! Siemka Luca!-wykrzyknęłam.
-Witaj Fran! Stęskniłem się. Wiesz?-powiedział mój tata.
-Ja też strasznie się stęskniłam.-powiedziałam i przytuliłam tatę.-A ty Luca? Nie przytulisz się?-spytałam brata (tak, mam dwóch braci).
-Oczywiście, że się przytulę!-krzyknął brat i przytulił mnie.
-Czemu nic nie powiedzieliście o remoncie?-spytałam się.
-Po pierwsze, bo miała to być niespodzianka. Po drugie już jutro rano kończą.-odpowiedział mi tato.
-Rozumiem. A co z moim pokojem?-zapytałam.
-Jest już gotowy. Chcesz zobaczyć?-zapytał się mój ojciec.
-Oczywiście!-wykrzyknęłam zadowolona.
-To chodźmy.- powiedział po czym poszedł na górę z Lucą.
Szybko odwróciłam się i nie zauważyłam puszki z farbą. Oczywiście moim trafem moja noga wylądowała w środku puszki. No świetnie Francesca . Gratulacje. Zdjęłam buta i rzuciłam go w kąt. Mówi się trudno. Kupi się nowe. A nogę umyję później.
Wbiegłam po schodach i otworzyłam znajome mi drzwi. I wtedy zobaczyłam pokój...
Aż zaniemówiłam z wrażenia.
-Podoba Ci się?-spytał tata.
-Jeszcze pytasz?! Jest piękny!-krzyknęłam szczęśliwa.
-Idź zobacz co jest za drzwiami szafy.-powiedział tajemniczo tata.
Gdy doszłam otworzyłam drzwi szafy. Wyglądała tak niewinnie. A za nią zobaczyłam moje królestwo, czyli garderobę.
Była cudowna.
-I jak Ci się podoba?-zapytał tata.
-Jest śliczna!-oznajmiłam.
-To dobrze, że Ci się podoba. Teraz, jednak odpocznij.-uśmiechnął się tata.
-Jasne.-odpowiedziałam.
-I pamiętaj, że jutro idziesz do Studio.-odrzekł i poszedł ojciec.
No świetnie. Taki piękny dzień był. Już niestety taki nie jest, bo przypomniano mi, że wracam do Studio. No, ale cóż takie życie. Poszłam po walizkę i wróciłam rozpakować rzeczy. Trochę ich było i miałam problem z poukładaniem ich na miejsce. Gdy skończyłam okazało się, że robiłam to przez około 2 godziny. Poszłam, więc "odpocząć". Siadając na krzesło usłyszałam mamy dobiegający z jadalni. Zeszłam i jak się okazało na stole była przygotowana kolacja. Po kolacji poszłam się umyć i spać.
Wstałam rano wyspana i wypoczęta. Dzień było piękny. Słońce świeciło, było ciepło. Zeszłam do kuchni. Zobaczyłam tam tosty z dżemem, herbatę i liścik.
Mama z tatą musieli jechać to pracy. Ja natomiast musiałem jechać po produkty do Resto.Całuje Lucka
No tak. Mamy przecież restaurację. Zjadłam śniadanie i poszłam się ubrać. Ze względu na pogodę ubrałam się w to:
Wyszłam i poszłam (czy raczej pobiegłam) do Studio, bo byłam spóźniona. Świetnie... pierwszy dzień (tak jakby) i już się spóźniłam.
Gdy skończyła zeszła ze sceny. Postanowiłam, że się odezwę.
-Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie.-powiedziałam spokojnie.
Wszyscy nagle wstali. I podbiegli mnie przytulić. Oczywiście wszyscy oprócz Pablo i Ludmiły. Ona wcale się nie zmieniła.
-Cześć Francesca!-wykrzyknęli uczniowie.-Stęskniłaś się za nami? Jak tam? Ile masz fanów? Pamiętasz jeszcze nas?-pytali się,a ja nie zdążyłam nic powiedzieć, ponieważ Ludmiła uciszyła nas wszystkich.
-Pablo czy Fran nie powinna poznać nowych uczniów? Przecież tyle ich doszło.-zapytała ze sztucznym uśmiechem.
-Tak Ludmiło, powinna poznać. Na razie, jednak nie ma ich tu.-odpowiedział nauczyciel. Po czym dodał- Teraz przejdźmy dalej.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Francesco czy masz może jakąś piosenkę napisaną tak jak Cię prosiłem?-zapytał Pablo.
O nie! Zapomniałam! Dostałam e-maila, ale zapomniałam ją napisać.
-Yyy... Zapomniałam.-wydusiłam te słowa niechętnie.
-Dobrze, ale na jutro ma być gotowa. Zrozumiano?- odpowiedział i spojrzał na zegarek.- Na dziś to koniec zajęć. Przypominam, że macie teraz zajęcia z Gregorio.- powiedział po czym wyszedł.
Ja również bardzo chętnie wyszłam. Poszłam i się przebrałam w strój. Wchodząc do sali spotkałam wiele nowych twarzy, ale Marco niestety nie spotkałam. Podszedł do mnie Maxi i zapytał się mnie czy przedstawić mi resztę. Zgodziłam się.
-To jest Diego, a to Francesca.- poznajcie się powiedział Maxi i poszedł.
-Cześć. Mów do mnie Fran.-uśmiechnęłam się i podałam dłoń szatynowi.
-Cześć. To ty jesteś tą sławną piosenkarką? -zapytał się.
-Tak to ja.-odpowiedziałam i odeszłam.
Szukałam Maxiego po całej sali, ale go nie znalazłam. No więc podeszłam do rudowłosej dziewczyny.
-Cześć. Jestem Francesca i szukam Maxiego.-powiedziałam.
-Cześć. Ja jestem Camila Torres. Mówisz o tym chłopaku w czapce?- zapytała.
-Tak.-przytaknęłam.
-Gdzieś wyszedł.-odparła.-Ale jak chcesz to spytaj się Violetty. Może ona wie.-dodała po czym się uśmiechnęła.
-Gdzie ona stoi?-spytałam.
-Obok radia.-odpowiedziała.
-Ok. Dzięki.-powiedziałam i poszłam jej szukać.
Ta Camila wydaje się całkiem miła. Muszę ją lepiej poznać.
Już w połowie drogi zobaczyłam dziewczynę. Podeszłam do niej i po raz trzeci (już dziś) się przedstawiłam.
-Cześć. Jestem Francesca. Szukam Maxiego. Chłopaka w czapce. Bardzo dobrze tańczy...-chciałam mówić dalej gdy brunetka mi przerwała.
-Wiem o kim mówisz.- powiedziała z uśmiechem na twarzy.- Niestety wiem tyle, że wyszedł. Z tego co słyszałam poszedł do Resto. -dokończyła zdanie.
-Aha.-odparłam pomału odchodząc, jednak Violetta zawołała mnie.
-Poczekaj!-po czym podeszła do mnie.- Nie przedstawiłam Ci się. Mam na imię Violetta. Mówią do mnie Viola lub Vilu. Jestem z Argentyny i mam siedemnaście lat. I...- chciała dokończyć, ale do sali wszedł Gregorio.
-Może spotkamy się w Resto po zajęciach? Opowiesz mi o sobie, a ja powiem Ci trochę o mnie.Co?-spytałam szepcząc.
-Dobrze.-uśmiechnęła się.
-Ja też idę!-powiedziała do nas Camila.
Wszystkie zaśmiałyśmy się.
-Ciszej tam na końcu!-wykrzyknął Gregorio.
Zdziwiłam się,że dopiero teraz nas zauważył.
Chociaż Gregorio dał nam wycisk to przebierając się myślałam tylko o spotkaniu z dziewczynami. Oby dwie był bardzo sympatyczne. Może zostaniemy przyjaciółkami? Uśmiechnęłam się na samą myśl...


